Jeden stos, nie dziesięć.
Bugi, pomysły i codzienny chaos należą do tego samego miejsca. Squeezer jest tym miejscem. Jeśli trzeba to śledzić, trafia na stos — a stos to jedyna lista, którą musisz sprawdzić.
Produkt mówi ci, w co wierzy, przez to, czego odmawia. To są przekonania Squeezera — i kompromisy, które zrobiliśmy celowo.
Bugi, pomysły i codzienny chaos należą do tego samego miejsca. Squeezer jest tym miejscem. Jeśli trzeba to śledzić, trafia na stos — a stos to jedyna lista, którą musisz sprawdzić.
Bug nie powinien potrzebować epika, swimlane'u, sprintu i trzech pól metadanych, żeby został naprawiony. Jedno kliknięcie go rozwiązuje. Ceremonia jest opcjonalna — przeważnie pomijana.
Wpychamy w Squeezera dużo — skróty, widoki, filtry i wygody, które się sumują. Czego nie wpychamy, to dashboardy, wykresy i teatr produktywności. Więcej tego, co rusza pracę. Mniej tego, co ją opisuje.
Nie demo. Nie obcięty poziom. Nie próba jednego planu, która popycha cię do innego. Nowe konta dostają wszystko, za darmo, od pierwszego dnia.
Rozliczenie z miesiąca na miesiąc. Dodaj miejsca, zabierz miejsca, anuluj — wszystko z twojego dashboardu, bez umów, bez wywiadu wyjściowego.
Bez ukrytych ścieżek anulowania. Bez auto-upgrade'ów. Bez „skontaktuj się ze sprzedażą, by odejść". Sprawiamy, że odejście od Squeezera jest tak proste, jak rozpoczęcie.
Squeezer nie chce być twoją wiki, twoim chatem, twoim CRM-em ani źródłem prawdy dla strategii firmy. Chce być bardzo dobrym miejscem, gdzie kładzie się cytryny i je wyciska.
Bez brokatu AI, bez gamifikacji, bez „odblokuj potencjał twojego zespołu". Squeezer ma sporo pod maską — po prostu o tym nie krzyczy.
Budujemy Squeezera, by ściskał za dziesięć lat, nie żeby go sprzedać większej rybie. Ceny pozostaną rozsądne. Twoje dane pozostaną twoje. Niespodzianek będzie mało.
Bezpłatny okres próbny. Bez karty kredytowej.